Dzieci z rodzicami      

                                                                                         Kocia przygoda

Ding-dong w moich uszach zadźwięczał dzwonek do drzwi. Mruczek przeszedł po mnie i podbiegł do dziury na listy, wziął kopertę w zęby i przyniósł ją mi. Sprawdziłam, do kogo jest zaadresowany.  Że co? Zatkało mnie. Do Mruczka? Niemożliwe! Przecież koty nie dostają listów. Otworzyłam list i zaczęłam czytać.

                                                                                                                  Koci Raj, 20 stycznia 2016 r.

                                                              Drogi Mruczku!

Dobrze wiem, że to trochę dziwne, że do Ciebie piszę, ale jest to pilne. W Kocim Raju wszystko stanęło na głowie. Zniszczenia są ogromne. Nowym prezydentem został kot Wyłupek, dowodzący armią kotów wyłupkowatych. Piszę do Ciebie z kociego więzienia, w którym umieścił mnie ten drań. Musisz się tam dostać. Użyj tajnego wejścia do Kociego Raju, a kiedy będziesz w centrum, daj się złapać. Gdy zaprowadzą Cię do prezydenta i on zapyta, czego się najbardziej boisz, odpowiedz, że najbardziej lękasz się czystości, światła i ciepła. Uważaj, w każdej chwili możesz spotkać szpiegów Wyłupka. Pośpiesz się.

                                                                                                                                                 Sprytka

Zamurowało mnie. Podsunęłam list pod nos Mruczka, który po przeczytaniu treści

przekrzywił łebek, po czym wbił w moją łydkę swoje kły. Gdy na niego spojrzałam, złapał w zęby mój nadgarstek i zaczął ciągnąć mnie do łazienki z niewiarygodną siłą. Znalazłam się w wannie. Mój kot wyskoczył z niej niosąc w pyszczku marker. Brzdęk! To moje perfumy spadły na podłogę. Gniewnie spojrzałam na Mruczka, który zrobił minę niewiniątka, po czym skinął głową na ścianę. Widniał tam napis odręcznie nabazgrany markerem przez mojego kota: Od teraz słuchasz tylko mnie, nie możesz stchórzyć ani się poddać. Za 3 sekundy zaczniemy w wannie skakać tak, żeby pękła. Dotrzemy razem do celu, a resztę wyjaśnię Ci po drodze.

 

Autor tekstu, który przed chwilą przeczytałam, wskoczył do wanny i zgodnie z planem zaczęliśmy skakać. Po około stu skokach wanna pękła, ukazując czerwone drzwiczki. Mruczek dotknął ich łapą i natychmiast stanęły one otworem. Poczułam, że się kurczę. Zamiast krzyku z moich ust wydobyło się przeraźliwe miauknięcie. Spojrzałam na swojego towarzysza, który siedział obok drzwi i trzymał łapy na uszach. Popatrzył na mnie z wyrzutem i szeptem powiedział:

– Stałaś  się kotem. Jeśli będziesz tak głośno miauczeć, to nas usłyszą szpiedzy z armii Wyłupka. A gdy złapią nas poza Kocim Rajem, rzucą na pożarcie okrutnemu monstrum.  Nasza misja przepadnie. – A potem z niecierpliwością spytał: –To co, idziemy? –

– Tak –  odpowiedziałam niepewnie.

– Plan jest taki – szepnął – łapiemy się za łapy i skaczemy do dziury. Wylądujemy w centrum Kociego Raju, czyli przy pałacu Wyłupka. Aresztują nas. Zanim wsadzą nas do więzienia, zabiorą nas do prezydenta. Najpierw ciebie, a potem mnie. Zapytają, czego najbardziej boisz się lub brzydzisz. Odpowiesz tak, jak było napisane w liście. Rozumiesz?

– Tak – odparłam pospiesznie.

– Skaczemy na trzy. Raz, dwa, trzy, hop!

Podczas lotu było mi niedobrze. Ulgę poczułam dopiero, gdy wypadliśmy z tunelu. Moje szczęście trwało jednak tylko kilka sekund. Nagle wylądowaliśmy na drzewie, uderzając łapami o gałąź.

– Posłuchaj – szepnął do mnie Mruczek – ty skaczesz pierwsza, a ja drugi. Dobrze? – spytał mój towarzysz.

– Tak – odpowiedziałam pewnie.

Skoczyłam. Gdy pod łapami poczułam grunt, ktoś zatkał mi pyszczek i wsadził mnie do ciemnego wora. Słyszałam dźwięk dzwonka. Światło ujrzałam dopiero w małym pomieszczeniu, gdzie stała wielka, purpurowa sofa, na której siedział mały, szary kot.

– Dzień dobry, panienko. Widzę, że chcesz skończyć tak, jak inni łamiący prawo – powiedział Wyłupek, wskazując koty prowadzone przez straż.

– Nie, nie chcę – odpowiedziałam szorstko – Jesteś okrutnym i głupim kocurem.

– Za takie aroganckie odzywki trafisz do więzienia. Zaprowadzić ją do celi dwunastej na czwartym piętrze – krzyknął Wyłupek, najpierw do mnie, a potem do stojących obok strażników. Oni zaś wzięli mnie za łapy, zamknęli w klatce i podali zastrzyk usypiający. Obudziłam się na zimnej podłodze. Podeszła do mnie duża ruda kotka. Pierwsza ośmieliłam się odezwać:

– Jak masz na imię? – zagadnęłam.

– Sprytka – odpowiedziała moja rozmówczyni.

– Ta Sprytka od listu? – spytałam.

– Tak, a skąd wiesz? – odparła.

– Tak naprawdę jestem człowiekiem i opiekunką Mruczka.

– A gdzie on jest?

– Nie wiem. Kazał mi zeskoczyć z drzewa.

Rozmawiałyśmy jeszcze przez dłuższą chwilę, a potem zaczęłyśmy się bawić w berka. Nagle Sprytka stanęła bez ruchu i wpatrywała się w moje futro na ogonie.

– Czy to jest jakaś mapa? – zapytała.

– Gdzie?

– Na twoim ogonie. Pomogę ci ją zdjąć – to mówiąc, zaczęła delikatnie wyjmować coś z mojego długiego futra.

– Co to takiego?

– Na wielkiego kocura! Skąd masz mapę Wyłupka?

– Mapę Wyłupka?

– Posłuchaj, W których miejscach w Kocim Raju byłaś?

– Najpierw na drzewie...

– A potem?

– Później ktoś wrzucił mnie do czarnego, dużego wora. 

– Ze złotymi  dzwoneczkami?

– Tak!

– Byłaś w worku, w którym przenoszone są bardzo pilnie strzeżone dokumenty Wyłupka!

– Ale tam nie było żadnych papierów!

– Nie krzycz – skarciła mnie Sprytka.

– Dobrze.

– To źle, że nie było tam papierów. Kopiemy tunel!

Zaczęłyśmy pracę. Tydzień później, kiedy nasz tunel był prawie gotowy, usłyszałyśmy ciężkie kroki. To strażnicy przyprowadzili kolejnego więźnia. Nie był on jednak uśpiony. Gdy wrzucili go do celi, padliśmy sobie w ramiona. Okazało się, że to Mruczek, a chwilę potem, że jest bratem Sprytki. Przekazałyśmy mu wszystkie informacje.

Razem z Mruczkiem dokończyliśmy tunel i zaplanowaliśmy ucieczkę. Do tunelu weszliśmy po kolei, ponieważ był dość wąski. Idąc nim, Sprytka nagle zawołała.

– Zostawiliśmy w celi plan tunelu.

Poszłam po plan. Gdy niosąc go w zębach, zabezpieczałam wejście do tunelu, ktoś otworzył celę. Usłyszałam kroki nad swoją głową. W pospiechu zbiegłam w dół tunelu, by ostrzec Sprytkę i Mruczka. Byli oni w trakcie kopania bocznej alejki.

– Chodź tu – szepnęło rodzeństwo.

– Mamy już ponad kilometr tunelu – powiedział z zadowoleniem Mruczek

– Ale jak... – spytałam zdziwiona.

– Mapa Wyłupka – uśmiechnęła się do mnie Sprytka

– Wchodzimy – powiedział Mruczek.

– Dobra, ale czy wejście zostawiamy otwarte? – spytałam

Mapo ma miła zniszcz wrota te, prowadź do celu oczy me – wyszeptała zaklęcie Sprytka.

Wejście do bocznego tunelu zniknęło. Ruszyliśmy przed siebie. Po kilku godzinach marszu przed nami pojawił się napis w innym języku:

Mapo ma miła, którą czytać umiem, przetłumacz zdania, których nie rozumiem – Sprytka wypowiedziała kolejne zaklęcie działające na mapę.

Wszyscy wpatrywaliśmy się w tablicę z napisem. Nagle odezwał się donośny głos mapy:

Przeczytam wam napis, przysięgam wam szczerze. Brzmi dziwnie i sama  mym słowom nie wierzę: to nie wasza siostra, lecz Wyłupka złego, jedyna ma siłę ocalić was od tego. Wanilia, Kociego Raju królowa, choć człowiekiem się stała, to kotem została.

To mówiąc, mapa spłonęła, a my, w mgnieniu oka przenieśliśmy się w inne miejsce – do obszernej groty. I wtedy z mojego pyszczka, zupełnie wbrew mojej woli, zaczęły wydobywać się następujące zdania:

– To ja jestem królową Wanilią. Jesteśmy w grocie dziadka mego pradawnego. Przed śmiercią swą bransoletę tu ukryłam. Schowałam ją tu właśnie po to, by w życiu mym drugim po nią przyjść i władzę objąć ponownie. Pomóżcie mi koty kochane szukać złotej bransolety ze szmaragdami.   

Przyjaciele popatrzyli na mnie i zaczęli szukać bransolety. Nagle potknęłam się o jakiś przedmiot.

Jest – Sprytka podbiegła do mnie wskazując na bransoletę leżącą u mych stóp.

– Świetnie. Załóżcie mi tę bransoletę.

Mruczek wziął od siostry klejnot i założył mi go na łapę. Bransoleta zaświeciła niesamowitym blaskiem, a oba koty pokłoniły mi się nisko

– Witaj nam, królowo! Co chcesz teraz uczynić?

– Udajmy się teraz do pałacu mego, by Wyłupka za wszystkie złe czyny na pracę dla kraju skazać.

Wyszliśmy więc z groty i znaleźliśmy się przed drzwiami do sali z dużą purpurową sofą. Mruczek ze Sprytką otworzyli je. Weszłam do środka i przywitałam się z siedzącym na sofie kotem.

– Witaj, bracie! Doszły do mnie skargi, że rządzisz niesprawiedliwie, że za najdrobniejsze przewinienie karzesz koty więzieniem, że w Kocim Raju źle się dzieje. Dlatego odbieram ci tron i skazuję na dożywotnią pracę na rzecz moich poddanych. Oto symbol mojej władzy – wskazałam na bransoletę, która znów zajaśniała niesamowitym blaskiem. Ten blask był tak silny, że musiałam zmrużyć oczy.

Gdy je otworzyłam, leżałam na podłodze, koło naszej starej, purpurowej sofy. Przy mojej głowie spał Mruczek, a na przegubie prawej dłoni miałam dziwną złotą, bransoletę,  chyba ze szmaragdami…